niedziela, 5 maja 2013

Rozdział XXV



Oczami Colina
                Zastanawiałem się nad tym wszystkim, czy zjawa wampira nie mieszała nam w głowach, czy lekarstwo, aby na pewno istnieje i jak mam poradzić sobie z dzikim wilkołakiem? Musiałem się przemienić inaczej nie dorównam mu siłą, zwinnością. To wszystko jest tak niewiarygodnie trudne. Do tej pory tylko stałem z boku i przyglądałem się działaniom Alexa oraz Eileen. Wbrew pozorom śmierć Alice dotknęła mnie głęboko. Odkąd ją poznałem poczułem, że jest jedną z nas, że ma w sobie wilczą krew. Jest w niej coś takiego… niesamowitego. Jej płomienne włosy przyciągają spojrzenie, a zielone oczy hipnotyzują. Wiem na czym stoję i nie robię sobie żadnych nadziei, dla niej liczy się tylko ten wampir. Muszę zrobić wszystko, aby znów powróciła do świata żywych.
                Po kilkunastu minutach przede mną wyrosła ściana gęstego lasu. Z jego wnętrza dobiegały przeróżne dźwięki oznaczające życie. Od świergotu ptaków po szum liści. Nic nie wskazywało na to, że w środku kryje się coś złego, coś z czym będę musiał zaraz się zmierzyć.
                Zacząłem ściągać z siebie ubranie. Moje ruchy były spowolnione, sztywne, nie mogłem powstrzymać myśli, iż najprawdopodobniej zabiję swojego pobratymca, brata bądź siostrę. Z natury wilkołaki traktują siebie nawzajem jak jedną, wielką rodzinę. Gdy pozbyłem się rzeczy na skórze poczułem promienie słońca. Klęknąłem, zamknąłem oczy i zgłębiłem się w swoim wnętrzu. Wbiłem palce w nagrzaną ziemię. Zaczerpnąłem z niej trochę energii. Moje kości zaczęły zmieniać swoje położenie to samo mięśnie. Poczułem intensywne mrowienie i skórcze na całym ciele, zęby zmieniły się w ostre kły, paznokcie wydłużyły przemieniając w czarne pazury. W końcu stanąłem na czterech łapach. Zastrzygłem uszami, uniosłem łeb wyżej wszystko wydawało się bardziej doskonałe, wręcz idealne. Zacząłem węszyć, od razu wyczułem obecność innego wilkołaka. Był nieostrożny, powinien poruszać się bezszelestnie, a było słychać każdy jego krok. Spróbowałem sięgnąć po niego swoją świadomością, ale napotkałem tylko dziką ścianę, nie był wstanie odpowiedzieć na moje wezwanie. Uniosłem ogon i susami pognałem w jego kierunku. Dojrzałem go leżącego między krzakami dzikiej róży. Miał wywalony jęzor wyglądał na odprężonego. Podszedłem bliżej wyłaniając się z cienia. Szary wilk natychmiastowo poderwał się na łapy. Jeszcze raz sięgnąłem po niego swoim umysłem, którym naparłem na niego z całych mentalnych sił. Jęknął, był zdezorientowany. Cząstka jego dawnego ja liznęła mnie. Starałem się pokazać mu, że nie jestem zagrożeniem. Wilkołak widocznie walczył sam z sobą, ze swoją zwierzęcą naturą, która wymknęła się spod kontroli. Moje wysiłki zdały się na nic. Stworzenie warknęło i pewnie stanęło przede mną. Uniósł ogon, wypiął pierś, pokazał kły, wpatrywał mi się w oczy. Ostentacyjnie wyzywał do pojedynku. Nie wiedziałem ile mógł mieć lat. Jeśli był starszy ode mnie mogłem nie dać rady, jeśli jednak nie doświadczenie stanie po mojej stronie. Nie miałem zamiaru odpuścić tu już nawet nie chodzi o Alice, nie mogłem tak po prostu ulec innemu, obcemu wilkołakowi, duma na to nie pozwala, w końcu mam za sobą parę wieków i muszę chronić honor. Żaden z nas nie chciał odpuścić na tym etapie. Kłapnąłem paszczą i w mgnieniu oka doskoczyłem do niego. Był wprawnym wojownikiem, na przemian wymienialiśmy się ciosami, lecz on teraz był tylko i wyłącznie silniejszym zwierzęciem ja natomiast miałem w zanadrzu umiejętność czerpania energii prosto z ziemi.
                Ataki oraz uniki szarego stawały się miej dokładne silne, wręcz rzucane na oślep. Moja fizyczna sprawność nie malała natomiast stawałem się coraz słabszy od mentalnej strony. Jednoczesne skupianie się na walce i kontakcie z ziemią jest bardzo trudne. Musiałem szybko i w miarę bezboleśnie zakończyć to starcie. Jednym zwinnym skokiem dopadłem do wilkołaka, zamknąłem jego gardło w żelaznym uścisku swoich szczęk. Wierzgał, a jego śmierć przyprawiała o fizyczny ból. Niebyło to zgodne z regułami ustanowionymi przez Stowarzyszenie Najstarszych, ale tak jest słusznie. Po kilku minutach zabiłem go, puściłem delikatnie jego zwłoki. Najgorsze jest to, że kiedyś był zwyczajnym dzieciakiem bawiącym się w piaskownicy z rówieśnikami, a teraz? Teraz leżał martwy u moich łap tylko dlatego, że nie umiał pozostać sobą. Polizałem jego włochaty policzek i powoli zacząłem przemieniać się w postać ludzką. Gdy ponownie stanąłem na dwóch nogach poczułem zmęczenie i ból w mięśniach. Na ciele miałem parę ugryzień i zadrapań, ale to zagoi się szybko.
                Otworzyłem pysk zwierzęcia, wyrwałem z niego jeden kieł i pozostawiłem okaleczonego, martwego w środku lasu na pastwę innych zgłodniałych zwierząt. To nie jest pochówek godny wilkołaka nawet zdziczałego. Wróciłem do swoich ubrań, które pośpiesznie założyłem. Miałem ochotę przemienić się, usiąść i wyć wyrażając swój lament, ale Alice nie może wiecznie czekać. Zamknąłem zdobycz w dłoni i czym prędzej pobiegłem do czekających na mój powrót wampirów.
                Alex i Eileen stali z wyczekującymi minami na końcu drogi, a zjawa Cedrika pilnowała ich w milczeniu. Zwolniłem kroku i podszedłem do nich obdarowując słabym uśmiechem. Wyciągnąłem rękę z kłem w stronę zjawy, która pochwyciła go pośpiesznie.
-Brawo! Szczerze to nie wierzyłem w twój powrót.
-Jakie to życie bywa zaskakujące.- Mruknąłem.
-Co teraz?- Spytał Alex.
-Teraz kolej na ciebie. Udasz się do wampirzycy i zdobędziesz dla mnie trochę jej krwi. Pewnie ją zabijesz, ale nie jest to konieczne.
-Zrobię co będzie trzeba.- To są właśnie wampiry, nie czują żadnego przywiązania bądź poczucia przynależności wobec innych swojego gatunku, lecz nie trudno się dziwić. Mordercze stworzenia przemierzające nocą świat i tyle niewinnych umysłów. Zawsze same, zawsze zgubne i anonimowe. Westchnąłem i ze zmęczeniem usiadłem na miękkiej trawie. Alex na pewno sobie poradzi nie ma innej opcji.
-Trzymaj się bracie.
-Jak zawsze siostrzyczko.- Pożegnali się i stary wampir zniknął. Wymieniłem z Eileen spojrzenia i każde z nas zatopiło się we własnych myślach. Mam nadzieję, że Alexowi nie zajmie to wszystko dużo czasu. Chciałbym już wrócić do domu i rzucić się na swoje łóżko i najzwyczajniej w świecie zasnąć bez żadnych obaw. Powodzenia Cain, w mojej głowie odbił się zadziorny głosik. 

++++++++++

Witajcie po przerwie!
Sorka, że tak długo mnie nie było, ale wgl nie miałam dostępu do internetu. Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem :) 
Ah chcecie Alice i Alexa ? Ja też, ale tak było by nudno i krótko, coś tam bedzie, ale....

(do oli skoczylas przepraszam, ze ocena bloga tak długo trwa ale mój internet i komputer nie są w najlepszym stanie.) 
Przepraszam że nie komentuję od razu, postaram się wszystko nadrobić ;)
Pozdrawiam i do napisania ;***

Obserwatorzy